Apetyt na Teneryfę (cz. I): czego spróbować, gdzie kupować, ceny w marketach.

Cześć! To pierwszy post na blogu, który nie jest przepisem, ale też pierwszy post z tej serii - dajcie znać czy się podobał i czy mam kontynuować ,,apetyt na... '' w różnych częściach świata. Co prawda nie podróżuję zbyt często, ale gdy już się zdarzy chętnie zdam Wam relację kulinarną :)

Już przed wylotem wiedziałam, że będę chciała napisać post na temat kanaryjskiego jedzenia, więc poczytałam trochę na temat produktów, które mogę tam znaleźć. Jechaliśmy do apartamentu z mikroskopijną kuchnią, przez cały wyjazd żywiliśmy się sami, żadnego all inclusive, więc okazji do próbowania miejscowego jedzenia było mnóstwo. Postaram się jakoś podzielić tematycznie smakołyki, o których chcę Wam powiedzieć i podzielę się też kilkoma spostrzeżeniami na temat jedzenia, sklepów, restauracji i ciekawostek, na jakie możecie się natknąć.




Warzywa i owoce (szczególnie owoce!) to dla mnie totalny hicior całego wyjazdu. Gdybym miała wymienić jedną rzecz, która zupełnie mnie zachwyciła, byłaby to jakość i smak owoców dojrzewających w pełnym słońcu. Szczerze mówiąc, po kilku nieprzyjemnych przygodach z owocami tropikalnymi w Polsce, miałam lekkie uprzedzenia w stosunku do papai czy mango. Te miejscowe były dojrzałe, słodkie i pełne smaku, każdy gatunek smakował intensywnie i zupełnie inaczej niż owoce, które jadłam do tej pory. Po raz pierwszy spróbowałam guayaby, która jest jednym z najbardziej kremowych owoców jakie jadłam i pachnie obłędnie. Ciekawym smakiem była też mięsista opuncja figowa, ale idealnie dojrzała papaja zdecydowanie przebiła wszystkie owoce tego gatunku jakie jadłam do tej pory.


Teneryfa słynie z uprawy bananów, które obecne są dosłownie wszędzie. Jadąc samochodem czy autobusem można obserwować z okna rozległe pola bananowe. Same owoce na pewnym etapie wzrotsu są wkładane w... worki. W ten sposób dojrzewają szybciej. Same owoce były w moim odczuciu pyszne, słodsze i mniej mączyste niż nasze.


Zdecydowanym odkryciem były owoce awokado. W życiu nie jadłam tak pysznych, dojrzałych i kremowych awokado, a w połączeniu z kolendrą (którą bez problemu dostaniecie w każdym sklepie) i sokiem z cytryny tworzy najlepsze i najprostsze guacamole na świecie. Genialne były też słoneczne, żółte pomidorki koktajlowe, bardzo słodkie i soczyste. 

Kolejnym popularnym produktem są słodkie ziemniaki, które można kupić w najmniejszym sklepiku. Większe warzywniaki mają przynajmniej dwa rodzaje: pomarańczowe i białe, o których wcześniej nie słyszałam. Te drugie są dużo słodsze i bardziej wyraziste w smaku. Koniecznie trzeba ich spróbować!


Na Teneryfie mamy kilka miejsc, w których dobrze jest zaopatrywać się w jedzenie. Najtańszą i najmniej stresującą opcją są markety. Można spokojnie przejść się między alejkami, przyjrzeć produktom i tylko przy kasie uśmiechnąć do pani, gdy pakujemy nasze zdobycze. W większości odwiedzanych przez nas marketów asortyment był naprawdę szeroki i bez problemu mogliśmy dostać wszystko, na co mieliśmy ochotę. Z odwiedzonych przez nas miejsc najtaniej wychodziły zakupy w supermakrecie Alteza, natomiast Mercadona była najlepiej wyposażona. Fajne produkty znaleźliśmy też w HiperDino.

Kolejną, dużo ciekawszą ale i droższą opcją są zakupy na ryneczkach. Mamy tu ogromny wybór owoców, warzyw, świeżych ryb a nawet wypieków, ale ceny zdecydowanie przewyższają te marketowe. Kolejnym problemem może być język - starsi sprzedawcy nie zawsze rozumieją angielski, więc jeśli nie władasz hiszpańskim jedynym wyjściem jest intensywna gestykulacja :)

W typowe, kanaryjskie produkty można się też zaopatrzyć w sklepach reklamujących się jako ,,domowe'' czy ,,tradycyjne''. Faktycznie, zdarzają się sklepiki, w których właściciel sam robi sosy, likiery, piecze chleb. Ale trzeba też uważać na sklepiki ,,tradycyjne'' z asortymentem podobnym do marketów, ale ceną podwyższoną dwu czy nawet trzykrotnie. Niestety takie miejsca są typową pułapką na turystów skłonnych zapłacić krocie za słoiczek z nalepką ,,kanaryjskie/tradycyjne''.

Szybki przegląd cen niektórych produktów:



Dobra wiadomość dla ludzi będących na dietach... właściwie jakichkolwiek. Czy to wege, bezlaktozowa, bezglutenowa, bez cukru. W Hiszpanii znajdziecie wszystko. Każdy sklep ma na swoich półkach słodycze bez cukru, wypieki bez glutenu, szereg przeróżnych rodzajów mleka roślinnego. W każdej kawiarni możemy zamówić kawę bez kofeiny, lodówki są pełne jogurtów i serów bez laktozy, a w dziale z trunkami znajdziemy co najmniej kilka rodzajów piwa bez alkoholu. Ciekawe są też napoje ,,zero'' we wszystkich wariantach, od coli, przez fantę po sprite i 7up, chociaż i tak najbardziej szokuje cola bez coli czyli wersja bez cukru i bez kofeiny.

To tyle na dziś, jutro część II z ciekawymi daniami i hiszpańskimi produktami wartymi spróbowania oraz ceny w restauracjach!

Powiązane artykuły

11 komentarze:

  1. Samo dobre jedzonko :) Tego im zazdroszczę - dużej ilości produktów bez glutenu, soi, laktozy oraz wegańskich. Czekam, na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a mnie najbardziej fascynują te owoce i warzywa :) zwłaszcza na targach

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko moja! Ile dobra w jednym miejscu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne miejsce, a te owoce doprowadzają mnie do ślinotoku! Mogłabym teraz tam być :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój chłopak kilka razy był na Teneryfie i nie powiem, że sama też chętnie bym pojechała :) a jedzenie to zdecydowanie najlepsza część każdej podróży :D zajadaliśmy się papajami na Sri Lance, wypiłam też wtedy litry soku papajowego <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastyczny post, przypominają się wakacje kilka lat temu, chętnie bym tam wróciła. Do dziś wspominam banany jako najlepsze na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezkonkurencyjne ;D My też już myślimy nad powrotem :)

      Usuń
  7. Świetny pomysł i bardzo fajny artykuł :) Od razu przykuł uwagę, bardzo bym chciała w tym momencie znaleźć się w pobliżu miejsc, gdzie zrobione były pierwsze zdjęcia... :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też uważam, ze z tymi postami to świetny pomysł:)Pamiętam jak sama przeszukiwałam internet, szukając tego typu informacji. Oczywiście liczę też na jakieś kreatywne przepisy inspirowane tymi miejscami. Nie muszę chyba dodawać, ze fajnie, aby były dość proste do zrobienia;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż przypomniała mi się moja ukochana Hiszpania. :D Ja swego czasu byłem na Fuerteventurze i właśnie tam po raz pierwszy spróbowałem gujawy i opuncji. Zaś co do produktów dla wegan i ludzi na różnych specjalnych dietach, to Hiszpania zawsze miło mnie zaskakiwała w tej kwestii. Mieszkając w Walencji, stać było mnie bez problemu na kupowanie mleka roślinnego (tylko 2 razy droższe od krowiego!), czy różnych produktów w sklepach ze zdrową żywnością, które były dwu a czasami nawet czterokrotnie tańsze niż u nas! W dodatku takie produkty były dostępne w każdym większym markecie bez problemu. U nas na nie moda dopiero się zaczyna, ale mam nadzieję, że ceny z czasem również spadną.

    OdpowiedzUsuń